Floating Facebook Widget

MOJE SPOTKANIE Z ASTROLOGIĄ (1)

Czym jest astrologia? Myślę, że napisano na ten temat spore tomy i wypisując swoje mądrości byłbym tutaj tylko powielaczem kilkudziesięciu poprzedników. Ale – spróbujmy.

Na początek może przedstawię swój stosunek do astrologii. Tak – myślę, że to jest ważne przedsięwzięcie. Otóż – zapewne większości z Państwa wydaje się, że jestem osobą, która albo wierzy w coś nierealnego, na poziomie „wyznawców” roku 2012, albo coś w ten deseń. Przychodzi też ewentualność druga, brutalniejsza – że jestem świadomy, że astrologia „nie działa”, ale mimo tego faktu widzę w tym doskonały biznes i popyt na przyciąganie durnych i naiwnych klientów. Niestety – nie jest tak. Mam świadomość, że przekonywanie Państwa do moich dobrych intencji jest skazane na porażkę, ale ... nie godzę się z tym.

W swojej „krótkiej”, ledwie siedmioletniej „karierze” astrologa zetknąłem się ze sporą ilością astrologów mądrzejszych i lepszych ode mnie (cokolwiek to by znaczyło). Na tym staram się budować swój ... wizerunek, możliwe, że jako jeden z nielicznych doceniam olbrzymi wkład poprzedników. Dlaczego tak robię? Ponieważ – raz – uznaję, że są lepsi ode mnie, ale może właśnie przez to ludzie, którzy się ze mną zetkną, więcej zyskają, niż stracą. Dwa – powoływanie się na mądrzejszych wpływa dobroczynnie zarówno na swój rozwój, klientów, jak i środowisko astrologiczne. Jaki jest więc byłby sens mówienia (przysłowiowego: wciskania kitu), że jestem najlepszy? Otóż, żaden. A ten sposób prowadzenia marketingu jest żałosny, by nie powiedzieć, upodlający. Ale zejdźmy z osobistych wątków i wróćmy do meritum.

Zatem – spotykając się z astrologami przez te lata, rozmawiając z nimi, konsultując pewne decyzje, doszedłem do wniosku, że jednak ta astrologia „jakoś działa”. Na początku była to wielka miłość do astrologii, takie olśnienie, wow! Oto nagle znalazło się tajemnicze przejście, poprzez które można wejść na seans, gdzie widać, jacy aktorzy grają w naszym życiu! Wow, wow, wow! Entuzjazm po pewnym czasie przyklapnął. Z powodu słabej wiedzy wydawało się bowiem, że ten magiczny świat jest niedostępny. Ale nie wypadało zakładać bezradnie rąk. W tym celu więc należało pochłonąć kilkadziesiąt ksiązek, czy artykułów, oraz nieporadnie zrobić około 100 – 200 interpretacji swoim znajomym i „znajomym znajomych”. No i ... coś chwyciło i nie dało się z tego miejsca uciec, albo wyjść. Astrologia „działała”, tylko nie wiadomo do końca było, czy działa „trochę”, „średnio”, czy „bardzo”.

Po pewnym czasie miejsca dla astrologii zrobiło się sporo, sporo więcej. Nagle zacząłem spoglądać na różnorodność możliwości. Czyli – interpretacje horoskopów wydarzeniowych autorstwa Piotra Piotrowskiego. Teksty dotyczące zaćmień napisane przez Leona Zawadzkiego. Kosmogramy państw, oraz treści polityczne wykonane przez Jarosława Gronerta. Błyskotliwe opowieści snute przez Leszka Weresa. A następnie horoskopy pytaniowe (horariusze), brawurowo opisywane przez Johna Frawleya. Pojawiło się trochę literatury zagranicznej. I nastąpił „zaskok”, „zazębienie”. Okazało się, iż faktycznie stosowanie pewnych reguł, chłodna informacja, filtrująca przesycone emocjami wydarzenia, oraz wzajemne rozmowy i uwagi czynione w wąskich gronach dały ... nieoczekiwane rezultaty!

Ilość metod astrologicznych i książek, które wypadałoby przeczytać, jest spora. Naprawdę spora! Astrologia jest bardzo mocno osadzona w starożytności, niedawno w Polsce ukazała się nawet specjalistyczna książka Klaudiusza Ptolemeusza, Tetrabiblos, której autor żył w II wieku n.e. W ostatnich kilkunastu latach pojawiły się znakomite pozycje dotyczące interpretacji horoskopu wojny, ślubu, inwestycji, założenia firmy, oraz pozostałych ważnych kwestii. Ku zaskoczeniu Czytelników, większość z tych zdarzeń i faktów ma swoje wyjątkowo twarde przełożenie na „język astrologii”, oraz daje ciekawe wnioski interpretacyjne. Niestety, większość osób postronnych nie potrafi (co zrozumiałe) odczytać symboliki planet, czy też większości znaczeń, ponieważ zwyczajnie się na tym ... nie zna. Nie jest to w żadnym razie zarzut wymierzony wobec krytyków astrologii, ponieważ owa może polegać co najwyżej na kontestowaniu czegoś, w co się „nie wierzy”. Takie zachowanie jest szczere i całkiem zasadne. Ale chciałbym jednak napisać coś więcej. Otóż, tak naprawdę do „zadziałania” astrologii potrzeba przynajmniej trzech czynników wspierających: ufności poznawczej w to, co się czyta i słucha, następnie pilnego śledzenia spełniania się zasad astrologii względem wydarzeń, aż po dyscyplinę wewnętrzną, polegającą na przykrócaniu swojego „ego”, oraz różnych popędów. Ten trzeci błąd jest bardzo częsty, sam też miewam stany wewnętrrznego zmagania, ale – człowieku – musisz sobie poradzić.

Najważniejszą rzeczą w tym wszystkim jest więc cierpliwość, wiara w to, że reguły astrologii działają, oraz są dowodliwe na swój sposób. Nie chodzi rzecz jasna w tym dowodzeniu o posługiwaniu się znakiem zodiaku w sensie stereotypowym, albo „zdrowym chłopskim rozumem”. Otóż, czasami bywa tak, że to co się wydaje poprawne, albo oczywiste na pierwszy rzut oka, po dłuższej analizie takie nie jest. Zawiera się w tym również postawa wobec astrologii, negująca ją natychmiastowo, bez minimalnej chęci zgłębiania tematu.


To tak tytułem wstępu do następnych moich artykułów.

Autor
[http://gwiazdologia.naszeszczescie.pl/]