Floating Facebook Widget

DLA NIEWTAJEMNICZONYCH W ASTROLOGII (2)

W ramach podjętej współpracy na Ezo - Ogłoszeniach rozpocząłem w poprzednim artykule pt: „MOJE SPOTKANIE Z ASTROLOGIĄ” publikację artykułów o treści ezoterycznej, do czego gorąco zachęcam. Na tym etapie skupię się na dość prostej porcji wiadomości i moich przemyśleń nt tego, na co należy zwrócić uwagę, przy pierwszym zetknięciu się z astrologią.

Znak nie równa się gwiazdozbiór, czyli zasada numer 1.

Znak zodiaku to pozycja Słońca, którą możemy odnaleźć w kosmogramie. Współcześnie pozycję Słońca jest bardzo łatwo wyliczyć, ponieważ dysponujemy wielością programów astronomicznych i astrologicznych liczących jego aktualną pozycję na niebie. Kiedyś służyły do tego efemerydy, czyli specjalne bazy danych dla pozycji planet i gwiazd, a jeśli ich się nie posiadało, to horoskop trzeba było liczyć ręcznie. Ale wróćmy do pojęcia znaku zodiaku. Tradycyjny podział wynika tylko i wyłącznie z posadowienia Słońca, ale właśnie... gdzie? Ano, w ... jednej dwunastej ekliptyki [tutaj można sobie poczytać, cóż to takiego: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekliptyka]. Zatem drogi Czytelniku nie jesteś zodiakalnym Baranem, z racji znalezienia się w gwiazdozbiorze Barana, tylko z racji zajmowania 1/12 (30 stopni kątowych) określonego odcinka nieba. Nie będziesz zatem spod znaku Wężownika, albo „nowo odkrytej” konstelacji, ponieważ ona zawsze będzie zajmować jeden z dwunastu równych odcinków. Jeśli więc Twoje Słońce już się w tej podziałce znajdzie, to otrzymasz podporządkowany znak. Zwrócę na jeszcze jedno uwagę – bywają w naszym pięknym kraju doktorzy, którzy wyśmiewają astrologię, nie znając tej zasady podziału.

Horoskop to nie tylko pozycja Słońca, czyli zasada nr 2.

Kosmogramy, które się interpretuje, nie bazują wyłącznie na znalezieniu Słońca w konkretnym znaku, oraz stopniu. Dodajemy do tego inne ciała: Księżyc, Merkurego, Wenus, oraz Marsa (zwane planetami osobistymi), Jowisza, Saturna (zwane planetami społecznymi), Urana, Neptuna, Plutona (zwane planetami trans-saturnicznymi). Oprócz tego dochodzi ascendent (linia wschodu), Węzeł Księżycowy (północny, południowy), Punkt Szczęścia, oraz modne ostatnimi czasy Lilith, Ceres, Chiron, Juno. Słońce jest „centrum” horoskopu, ale nawet powierzchowna interpretacja bez spojrzenia na wymienione sygnifikatory sensu najmniejszego nie ma.

Planeta to dynamiczny twór, który wchodzi w interakcje, czyli zasada nr 3.

Zasada nr 3 – planety nie są „oderwane” od całości interpretacji. Znaczy się, że – aspektują (to znaczy – tworzą pewien określony kąt) z innymi planetami, gwiazdami stałymi, albo ważnymi osiami horoskopu. I co innego będzie oznaczać Księżyc w Skorpionie u Hermenegildy, który jest w koniunkcji (*położenie ciał i obserwatora w jednej linii, dobrym przykładem jest nów księżycowy) z Jowiszem, a co innego będzie oznaczać Księżyc w Skorpionie u Bonifacego, który jest w opozycji (*położenie ciał naprzeciwko siebie, dobrym przykładem jest księżycowa pełnia) i obserwatora względem Saturna. Znaczy to mniej więcej tyle, że nie należy oceniać planety po pozorach (samym znaku zodiaku), tylko po całokształcie.

Kosmogram nie jest nieruchomy i stale podlega tranzytom, czyli zasada nr 4.

Wiemy już, co to „Słońce w znaku”. Wiemy, że horoskop to coś więcej niż „Słońce w znaku”. Wiemy również, że pozycja planety (jakiejkolwiek) to nie tylko znak, ale również aspekt do innych planet (*wspomniane już koniunkcja, opozycja, oraz wiele innych figur w obrębie całego koła, 360 stopni). Położenie planety w horoskopie to również pozycja w stosunku do całej reszty kosmogramu (wschód, zachód, zenit, dół horoskopu, prędkość, kierunek). Dodajmy do tego, że horoskop „wciąż żyje”. Oznacza to mniej więcej tyle, że to, co widzimy na niebie obecnie ma jakiś stosunek do naszego horoskopu urodzeniowego. Zatem Hermenegilda może mieć „tranzyt” Saturna przez Księżyc, a Bonifacy może mieć to samo przejście nieco później, lub wcześniej (bo Księżyc znalazł się u niego w innym stopniu Skorpiona). Zasadniczo upraszczając, widzimy więc, że reguły nie stosują się per se do samego znaku, tylko do pewnych odcinków tego znaku. A – jak wiadomo – każdy odcinek znaku ma 30 stopni.

Zanim coś się zrobi, należy się rozejrzeć, czyli zasada nr 5.

Przed konsultacją u astrologa postarajmy się dowiedzieć, jakie tricki astrologowie lubią uprawiać. W tym celu wypiszę poniżej listę książek polecanych. Nie ma znaczenia, że książki przeznaczone są „niby” dla astrologów. Warto się zaszczepić, na wypadek trafienia na nieodpowiednią osobę. Możliwe, że ten krok da pewną oszczędność gotówki, albo ... nerwów


„Astrolog – Obywatel” Włodzimierza Zylbertala,
ze szczególnym poleceniem rozdziału „Dlaczego astrologia straszy”
„Przewodnik ku samoświadomości” Donny Cunningham
z bardzo dobrym rozdziałem „W co grają astrolodzy”
„Sztuka interpretacji kosmogramu” Tracy Marks,z naciskiem na podrozdział „Obszary potencjalnych problemów astrologa – doradcy”
„Kosmiczny dar tożsamości” Włodzimierza Zylbertala , z rekomendacją na rozdział „Astrolog i jego klient”
„Rzeczywista astrologia” Johna Frawleya, ze wskazaniem na rozdział „Magia astrologiczna”


Autor [http://gwiazdologia.naszeszczescie.pl]