Floating Facebook Widget
Na fotografii młody mężczyzna z zabandażowaną głową i rurką intubacyjną w ustach. Posiniaczona twarz, oczu prawie nie widać. Liczne obrażenia wewnętrzne. Ma 36 lat, lekarze nie dają szans. Choć leży w szpitalu w USA, zrozpaczona siostra dzwoni do Rzeszowa, do bioenergoterapeutki Elwiry Kruk. Zdjęcie brata wysyła mailem…

- Obiecałam tej kobiecie zrobić zabieg jej bratu za dwie godziny – opowiada Elwira. Jednak pół godziny później kobieta zadzwoniła ponownie – On umiera – powiedziała zrezygnowana. – Nerki przestały pracować, serce jest coraz słabsze. – Spróbuję pomóc. Przecież nie mogę zaszkodzić - pomyślałam - może organizm podejmie walkę.
Nawet nie wydrukowała zdjęcia, bo nie było na to czasu. Powtarzając imię i datę urodzenia, kierowała do mężczyzny energię za pośrednictwem zdjęcia z poczty elektronicznej.
Po 20 minutach kobieta zadzwoniła znowu i powiedziała, że brat „wrócił”, ale stan jest nadaj ciężki.
W stanach zagrożenia życia Elwira wykonuje zabiegi bioenergoterapeutyczne codziennie, nawet dwa razy dziennie. Tak było i w tym przypadku. Na drugi dzień nerki pacjenta podjęły pracę, organizm regenerował się – ku zdziwieniu lekarzy – coraz szybciej.
- Nawet nie zapytałam, skąd o mnie wiedzieli – opowiada Elwira. – pomagam wielu osobom mieszkającym za granicą, większośc z nich słyszała o mnie od znajomych lub szukając ratunku, znalazła informacje w prasie i w internecie.

Zwyczajna - nadzwyczajna

Elwira Kruk z Rzeszowa to jedna z najbardziej uznanych bioenergoterapeutek w Polsce. I choć może poszczycić się spektakularnymi wynikami swojej pracy, unika zbiorowych seansów, nie robi „show”, nie organizuje „gorącej linii natychmiastowej pomocy” ani innych medialnych sztuczek. Jest skromna i zwyczajna, choć dokonuje nadzwyczajnego.

Niezwykłość medycznie potwierdzona

Gruby zeszyt z wpisanymi podziękowaniami, często za uratowanie życia, pęka w szwach. To jej skarb – Ależ będę miała lekturę na starość – żartuje. Ludzie, którym medycyna nie dawała już szans przynoszą też wyniki specjalistycznych badań z najlepszych szpitali w kraju, które bezsprzecznie świadczą o ich wyleczeniu przez Elwirę Kruk.
I chociaż pomaga od ponad trzydziestu lat i niejedno już widziała, nadal wiele sytuacji ją zadziwia. Moc od Boga, którą została obdarzona to wielkie szczęście, a jednocześnie ciągła lekcja pokory. Sama wiele lat temu – chorując na stwardnienie rosiane – była jedną z tych pacjentek, którym nie dawano szans na sprawność i normalne życie. Cudowne uzdrowienie, którego doznała – jak sama mówi – za sprawą Boga, było początkiem drogi, którą idzie do dzisiaj. I opowiada kolejną niewiarygodną historię:
- Pamiętam kobietę, która miała tak wielkie zaburzenia hormonalne, że w wieku trzydziestu jeden lat nie dostała jeszcze miesiączki. Leczyła się hormonalnie, wyglądała prawie jak mężczyzna. Cierpiała nie tylko z powodu zachwiania równowagi w organiźmie, a przez to schorzeń ginekologicznych, ale również dlatego, że nie mogła mieć dziecka.
Po kilku zabiegach pojawiła się miesiączka, po kolejnych zaczęła być widoczna kobieca talia, zmniejszył się również „męski” zarost. Kobieta była bardzo szcześliwa, kiedy wreszcie zaszła w ciążę i urodziła dziecko.
I mogłoby się wydawać, że to wymarzony koniec tej historii…
– Po kilku miesiącach zadzwonili do mnie lekarze z OIOM-u, że po porodzie u młodej kobiety nastąpił krwotok, którego nie mogą opanować. Dali rodzinie mój numer telefonu – wspomina Elwira. – Przecież to dzięki niej, moja córka zaszła w ciążę! – wykrzyknęła matka pacjentki, kiedy zobaczyła, czyj telefon dostała od lekarzy.
- A ja nie miałam pojęcia, że to jest osoba, której już kiedyś pomogłam – opowiada Elwira. - Pomogłam jej przez zdjęcie. Udało się.

Odległość nie ma znaczenia

Wizyty na OIOM-ie były dla Elwiry tak wyczerpujące, że jeśli tylko może, pomaga przez zdjęcie. Skupia się na osobie, do której kieruje energię, wystarczy, że zna jej imię, adres albo ma coś, co do niej należy. Zadziwiające jest to, że ani odległość, ani różnica czasu, nie „spowalniają” przepływu energii. – Nigdy nikomu nie obiecuję odzyskania zdrowia na sto procent – zaznacza Elwira. – Jeśli mam pomóc, to pomogę. Moje zaangażowanie jest zawsze takie samo, a odległość nie ma żadnego znaczenia.
Elwira, co ważne, absolutnie nie odradza również wizyt u lekarzy, wręcz zachęca do badań i stosowania się do wszystkich zaleceń.

Osiem operacji głowy w trzy miesiące

Pan Ludwik, u którego wykryto guza przysadki, przeszedł pomyślnie operację i wydawało się, że wraca do zdrowia. Niestety, po kilku miesiącach jego stan gwałtownie się pogorszył. Trudno wymienić wszystko, z czym musiał walczyć jego organizm. Przeszedł osiem operacji głowy w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Zapalenie płuc, jelita, niewydolność oddechowa, zaburzenia pamięci, zapalenie opon mózgowych i wodogłowie. Kiedy zapadł w śpiączkę, lekarze nie dawali mu szans na wyleczenie. Nie widział na jedno oko, a w drugim pole widzenia ciągle się pogarszało.
- Pomagałam temu człowiekowi przez zdjęcie – wspomina Elwira. On bardzo chciał, wierzył. Zawsze o wyznaczonej godzinie czekał na te nasze „spotkania”. Mówił, że czuje spokój i niesamowity przepływ energii, którego nie da się z niczym porównać. Z czasem, nawet jeśli pojawiały się jakieś chorobowe zmiany, udawało się je tłumić w zarodku, wzmocniony organizm sam sobie radził. Dzisiaj ten człowiek widzi dobrze, wrócił nawet do pracy.
Są również medyczne dowody. Żona pana Ludwika przesłała do Elwiry wyniki badań okulistycznych, na których wyraźnie widać poprawę pola widzenia.

Zburzony porządek świata”

Nie wszyscy jednak tak entuzjastycznie podchodzą do bioenergoterapii. Sceptyków nie brakuje. Mama pewnej lekarki była w stanie krytycznym. – Córka, jako lekarz, wiedziała, że wszystkie objawy świadczą o zbliżającej się śmierci – wyjaśnia Elwira. - Już w trakcie pierwszego zabiegu widać było, że organizm zareagował - znacznie zmniejszył się obrzęk kończyn. Po kolejnych zabiegach pani samodzielnie oddychała, zaczęła nawet chodzić, a badania wykazały, że guz nowotworowy w wątrobie zmniejszył się o dwa centymetry.
Potem nastąpił kryzys. – To koniec - usłyszałam w słuchawce zrezygnowany głos lekarki. – Kolejny raz podjęłam próbę. I udało się. Wiem, że ta pani żyła jeszcze długo i była w niezłej formie.
Nie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć. - Zachwiała pani moim poukładanym, medycznym światem – powiedziała mi wtedy lekarka…
Panią Agnieszkę do Elwiry też przysłano ze szpitala. – Lekarze walczyli z zapaleniem nerwu trójdzielnego, stan pacjentki się pogarszał. – Ja jednak skupiłam się na głowie, ponieważ właśnie tam wyczułam jakieś zmiany – mówi Elwira.
Lekarze nie zbagatelizowali tej sugestii i natychmiast zrobili rezonans. Okazało się, że za wszelkie dolegliwości odpowiadał guz, który uciskał nerw trójdzielny.
Każdy człowiek to osobna historia, którą nie zawsze daje się ogarnąć rozumem. Pani Maria z Lublina przyjechała do Elwiry ze stwierdzonym guzem w płucach. – Ja z kolei nie wyczuwałam w okolicy płuc niczego niepokojącego – mówi Elwira. - Po zabiegach kobieta zaczęła wymiotować samą krwią. Była przerażona. Krwawienie jednak ustąpiło, a kolejne badania lekarskie wykazały, że w płucach nie ma żadnych zmian.

Wyprzedzić chorobę

Przypadki, kiedy człowiek odbiera ból w innym miejscu niż jest jego przyczyna, zdarzają się często. – Ból promieniuje, czasem trudno precyzyjnie wskazać jeden punkt – mówi Elwira. Bioenergoterapia pozwala zidentyfikować miejsce w organizmie, w które należy skierować leczenie. Często zdarza się nawet, że dzieje się to „z wyprzedzeniem”. – Ja nie stwierdzam chorób – zaznacza Elwira – Od tego są lekarze, specjalistyczny sprzęt i badania. – Wskazuję jednak miejsca, w których może się pojawić problem, choć człowiek jeszcze nie odczuwa żadnych dolegliwości.
Panią Agatę bolało w prawym boku. – Ja natomiast zdecydowanie wyczuwałam coś w lewym boku – wspomina Elwira. – Kolonoskopia wykazała guz w jelicie dokładnie w miejscu, które wskazałam.
Młode małżeństwo Ewa i Darek przyjeżdżało aż ze Śląska. - Pomagałam żonie – opowiada Elwira, jednak mąż stwierdził, że niejako przy okazji też chce skorzystać z zabiegu. Mówił, że jest zdrowy, że nic mu nie dolega, ale chce zobaczyć jak to działa.
W trakcie zabiegu u pana Darka wyszedł problem z jelitami. – Prawdopodobnie coś się dopiero zaczynało, bo on nie odczuwał żadnych dolegliwości – mówi Elwira. Zdrowemu, młodemu mężczyźnie ciężko było jednak uwierzyć, że ma powody do niepokoju.
Zadzwonił do Elwiry po czterech latach: - Przez ten czas z pozoru nic się nie działo – powiedział - a gdybym wtedy pani posłuchał i skorzystał z kolejnych zabiegów, pewnie udałoby się stłamsić chorobę w zarodku. Kiedy już pojawił się ból i dochodziło do krwotoków, lekarze mi powiedzieli, że moje jelita są jak sito…
Bioenergoterapia mobilizuje naturalne mechanizmy obronne organizmu, zwłaszcza wyniszczonego chorobą, osłabionego. Nie zawsze można uniknąć operacji. Jest jednak wiele dowodów na to, że osoby na przykład z nowotworem, lepiej znoszą chemię, radioterapię, szybciej dochodzą do zdrowia po operacjach. Często nie potrzebują nawet środków przeciwbólowych, co po ciężkim zabiegu wydaje się nieprawdopodobne.

Ludzie pamiętają

Elwira Kruk pomaga nie tylko pojedynczym osobom, ale całym rodzinom. „Dzięki Pani Elwirze wyszłam z depresji” – napisała w liście wdzięczna pani Danuta z Niemiec. „Nerwica natręctw u mojej starszej córki została szybko zminimalizowana. Młodsza córka była bardzo chorowitym dzieckiem. Ciągle miała zapalenia płuc i oskrzeli. Podczas wizyty u Pani Elwiry wyszło na jaw, że wszystkie choroby córki mają przyczynę w gardle. Zrobiliśmy odpowiednie badania, lekarze wycięli córce trzeci migdał i wszystko przeszło. Gdyby nie diagnoza pani Elwiry, nadal jeździlibyśmy co dwa tygodnie po nowy antybiotyk”.
Wyrazy radości, podziękowania i ciepłe słowa płyną do Elwiry z całej Polski i z zagranicy, nawet po kilku latach. – Ostatnio zadzwoniła siostra kobiety, której pomogłam trzy lata temu dojść do zdrowia po bardzo ciężkim wypadku – opowiada Elwira. – Choć wiedziałam, że zabiegi pomogły i wszystko jest w porządku, ona zadzwoniła, by jeszcze raz podziękować.
Tamta sytuacja była szczególnie dramatyczna. Wigilia. Rodzina z dwójką malutkich dzieci jechała na kolację do dziadków. Zdarzył się wypadek. Ojciec zginął na miejscu. Matka w stanie krytycznym trafiła do szpitala.
- Wówczas już nie chodziłam na OIOM, ale w tak dramatycznej sytuacji wyjątkowo poszłam - mówi Elwira. – Kiedy robiłam zabieg tej kobiecie, widziałam, że organizm reaguje. To jedna z tych historii, których się nie zapomina. I szczęście w nieszczęściu. Kobieta doszła do zdrowia. Dzieci wyszły z wypadku cało…
Mimo, że w wielu przypadkach stan chorego jest krytyczny, Elwira ciągle podejmuje się pomocy tam, gdzie medycyna jest już bezradna. – Bo wciąż mam nadzieję – mówi. – Myślę sobie wtedy: tyle razy się udało, dlaczego nie spróbować kolejny raz…?
***

Imiona pacjentów zostały zmienione.

Elwira Kruk przyjmuje w Rzeszowie przy ul. Piłsudskiego 17, tel. 606719433
Więcej o bioenergoterapii można przeczytać na stronie www.gabinetelwira.pl